Książka o tym, jak zachować spokój, gdy sytuacja przytłacza.

Emocje to naprawdę skomplikowana sprawa i jako matka i nauczycielka doskonalę zdaję sobie z tego sprawę. Sama mam dość wybuchowy temperament, szybko wpadam w złość, ale równie szybko zapominam, dlaczego tak naprawdę się zdenerwowałam. Mój mąż zawsze porównuje mnie do zapałki – szybko się zapalam, płonę intensywnie i równie szybko gasnę. Oczywiście mam już wyćwiczone pewne mechanizmy chroniące moich bliskich przed swoimi negatywnymi emocjami, jednak zdaję sobie sprawę, że dzieci, szczególnie te najmłodsze, nie zawsze umieją nad nimi panować, co zresztą doskonale obserwuję na przykładzie swojego starszego synka. Ten uroczy i kochany trzylatek potrafi tak podnieść mi ciśnienie, że nie potrzebuję kawy; potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu, że po powrocie męża z pracy muszę wyjść chociaż na półgodzinny spacer, aby przywrócić w sobie względny spokój. Zdaję sobie sprawę, że jego zachowanie nie jest celowe; że on nie chce nam zadawać bólu ani przysparzać trosk, ale tak po prostu, najzwyczajniej w świecie, nie potrafi znaleźć ujścia dla kłębiących się w nim emocji. Oczywiście cały czas staram się pokazywać mu różne sposoby na radzenie sobie z dziecięcymi bolączkami, jednak zdaję sobie sprawę, że to bardzo długi proces i na rezultaty trzeba będzie poczekać.
Być może dlatego, że mam w domu niezwykle temperamentne dziecko, zainteresowałam się pozycją pani Agnieszki Stążki – Gawrysiak. Pojęcie samoregulacji jest mi doskonale znane, wiele na ten temat czytałam i raczej nie będę go tutaj przybliżać, przytoczę tylko porównanie Daniela Siegela (na którego również powołuje się autorka książki). Ten amerykański badacz porównał dziecięcy mózg do domu z nieukończonym jeszcze myślącym piętrem, ale sprawnie działającym prymitywnym parterem, które odpowiada za podtrzymanie podstawowych funkcji życiowych i realizację własnych potrzeb. Tak już po prostu jest – dzieci są niecierpliwe, impulsywne, czasem jęczące i egocentryczne bo… są dziećmi! A panowania nad swoimi zachowaniami muszą się nauczyć podobnie jak czytania czy liczenia.
„Self – regulation. Nie ma niegrzecznych dzieci” pokazuje zarówno dzieciom, jak i dorosłym, w jaki sposób reagować na pojawiające się negatywne emocje. Książka oprócz wstępu tłumaczącego czym jest samoregulacja zawiera 7 rozdziałów, z których każdy podzielony jest na opowiadanie związane z jakimś konkretnym problemem i objaśniający komentarz dla dorosłego. Bohaterowie zaprezentowanych historyjek zmierzą się ze stresem związanym z pójściem do przedszkola, z zazdrością o młodsze rodzeństwo, z kłamstwem oraz podejmowaniem nowych wyzwań, którym może być chociażby samodzielne ubieranie się. Opowiadania napisane są prostym językiem, zrozumiałym nawet dla najmłodszych i opisują bliskie im sytuacje. Czytałam je z ogromną przyjemnością, a mój trzylatek słuchał ich jak zaczarowany. Ja zaś, gdy mój maluch zasnął, czytałam sobie komentarze przeznaczone dla dorosłych, w których można znaleźć opis całej sytuacji oraz jasno wypunktowane rady, co można w danej sytuacji zrobić.
Jestem tą pozycją zachwycona i wiem, że na jednokrotnym przeczytaniu tej książki się nie skończy. Sama również czuję się bogatsza o nową wiedzę i bardzo się cieszę, że te opowiadania potwierdziły to, co niby wiadomo od dawna, ale jednak niewiadomo. My, matki, mamy prawo być zmęczone i sfrustrowane. Nie ma żadnej ujmy w tym, że czasem trzeba od swoich dzieci po prosu odpocząć. Ważne jest jednak, aby również i o tych emocjach mówić dzieciom i innym dorosłym otwarcie, dając w ten sposób przykład właściwego postępowania.
Agnieszka Stążka-Gawrysiak, „Self-regulation. Nie ma niegrzecznych dzieci”, Znak, Kraków, 2021.
Anna Stasiuk

