Bądź na bieżąco:
Fanpage Facebook KochanaMama.pl
Strona Google+ KochanaMama.pl
Kanał KochanaMama.pl na Youtube
Kanały RSS KochanaMama.pl
Newsletter KochanaMama.pl
Strona główna Przed ciążą Ciąża Niemowlę Małe dziecko Rodzina Konkursy Wydarzenia
Kategoria: Rodzina » Literatura

„Pan Ryba” - recenzja

Artykuł

„Opowieść o nietypowej przyjaźni, spełnianiu marzeń i dorastaniu” - czyli współczesna baśń o wszystkim czy o niczym?

Pan ryba
Autor: Materiały prasowe

Już jako kilkulatka interesowałam się bardziej ponurymi historiami, nie przepadałam za przesłodzonymi opowieściami z „oderwanymi” happy endami. Zostałam wychowana w przeświadczeniu, że dziecko ma swój rozum, a pytania – nawet dotyczące spraw trudnych – są podstawą rozwoju. Zawsze lubiłam nieco mroczniejsze baśnie czy bajki odbiegające od standardów. Kiedy więc trafiłam na kilka opinii, że „Pan Ryba” właśnie czymś takim jest, zainteresowałam się, i to nie tylko kwestią czy w istocie to tytuł odpowiedni dla najmłodszych.

Siedmioletnia Klara Leszczyk żyje w świecie obracającym się wokół rybołówstwa. Marzy, by złowić Rybę Złotą, która mogłaby sprawić, żeby tata dziewczynki się odnalazł. Dręczona dziwnymi snami w końcu zostaje wciągnięta w wydarzenia jeszcze absurdalniejsze i mroczniejsze niż te, z którymi miała do czynienia w koszmarach. Wszystko to ma ją „uwrażliwić na emocjonalną stronę ryb, co dla większości dorosłych jest niewidzialne”, jak można przeczytać na odwrocie książki.

Tym co cechuje książkę od pierwszej do ostatniej strony to: proste słownictwo, nieskomplikowane zdania oraz chaotyczna fabuła. Podział na rozdziały trochę to porządkuje, jednak brak wprowadzenia czy powiązania między poszczególnymi wątkami sprawia, że wydają się dość mgliste. Można by pokusić się o stwierdzenie, że ma to przypominać uniwersalną baśń. Symbolika w tym gatunku powinna jednak być czytelna, w „Panu Rybie” zaś po prostu trudno jest uchwycić, o co chodzi. Autorka nie postawiła jasno jednego problemu, nie zaznaczyła wyrazistego wątku głównego. W tak krótką opowieść, kolokwialnie pisząc, nawpychała najróżniejsze, niepowiązane ze sobą trudności, z którymi musiała zmagać się główna bohaterka. Na siłę można doszukiwać się głębi czy drugiego dna, ale już czytając miałam wrażenie, że to naciągane. Nie sądzę, by dziecko odnalazło tu jakieś przesłanie.

Temat książki w praktyce jest trudny do określenia, bo wydaje się ona napisana w rozterce. W jej opisie przeczytamy, że jako „poruszająca opowieść uczy empatii i szacunku do wszystkich istot”. Polemizowałabym z tym. Bohaterów Majsner wykreowała w tak nijaki sposób, że trudno z którymkolwiek z nich sympatyzować, a owe „istoty żywe” również nie wydają się zbyt przyjazne. Sam pomysł na pokazanie, że ryby również mają uczucia może byłby ciekawy, gdyby przedstawić to w innej formie. Rzeczywiście ryby są stworzeniami, którymi mało kto się przejmuje, lecz te z „Pana Ryby” nie wydają się takimi, którym można by współczuć. Toporne analogie zdały się na nic. Książkę można napisać o wszystkim, ale chyba nie o wszystkim się powinno. A przynajmniej nie w byle jaki sposób. Czy autorka chciała zwrócić uwagę na problem związany z zanieczyszczeniem środowiska wodnego, złym traktowaniem zwierząt? Nagle znikąd pojawił się motyw weganizmu, szybko jednak porzucony. Jest to jeden z wielu przykładów abstrakcyjności książki, która zamiast dawać do myślenia, wprawia w dyskomfort. Osobiście miałam wrażenie, że autorka sama nie wiedziała, co tak naprawdę chce napisać i do jakich odbiorców trafić.

Pewne rzeczy były pokrętne i nieprzejrzyste, ale w sposób nic nie wnoszący, bezsensowny, jak np. limitowana seria tuńczyka. Ani to śmieszne, ani groteskowe. Jeśli „Pan Ryba” miał być tytułem ambitniejszym, takie motywy tylko go od tego oddaliły.

Próba nadania historii raczej dla młodszych czytelników mroczniejszego klimatu skończyła się fiaskiem. Pojawiło się parę elementów takich jak patroszenie ryby czy nawet ciekawy opis ciemności, koszmaru sennego, ale daleko im do twórczości Burtona czy czegoś prawdziwie ponurego. Wystarczyło jednak, ażebym stwierdziła, że dzieci raczej nie przekona. A nawet jeśli przekonałoby… to nie umiem powiedzieć, czemu miałoby to służyć. Wątpię, by dzięki temu najmłodsi wynieśli z lektury jakąś naukę. Może się im ona jednak wydać upiorna.

„Pana Rybę” odebrałam jako pseudodzieło, w którym autorka sama nie do końca wiedziała, co chce przekazać i w ogóle co napisać. Nie wiadomo co, nie wiadomo o czym, dla kogo, ani w jakim celu. Książce wiele brakuje do tego, bym mogła uznać ją za ciekawy eksperyment czy nowatorską baśń. Gdyby nie była taka krótka i tak dziwaczna w sposób mało atrakcyjny, a raczej wywołujący skrzywienie na twarzy, pewnie nie przeczytałabym jej do końca. Podczas lektury czułam niepewność i dyskomfort, ponieważ miałam wrażenie, że Majsner za bardzo „odleciała” (a może powinnam napisać „odpłynęła”) już od samego początku. Mimo iż krótka, niewarta uwagi niezależnie od wieku potencjalnego czytelnika.

„Pan Ryba”, Katarzyna Majsner, Novae Res, Gdynia, 2019 r.

Oceń zawartość strony:
Ocena: 0/5. Oceniono 0 razy.

Wyszukiwarka

Copyright 2015 © KochanaMama.pl
Publikacje zamieszczone na stronach KochanaMama.pl są chronione prawami autorskimi. Dalsze rozpowszechnianie tekstów i zdjęć opublikowanych na KochanaMama.pl w całości lub części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Regulamin. Ukryj komunikat