Wakacje u znienawidzonej ciotki, która śmiało mogłaby konkurować z najstraszniejszymi wiedźmami na zlocie czarownic? Trudno wyobrazić sobie gorszą perspektywę na lato, nieprawdaż?

Jeżeli miałabym supermoce i potrafiłabym wizualizować proces „pochłaniania” książek, to w tym przypadku wyglądałoby to jak skrzyżowanie niedźwiedzia z miską pączków polanych miodowym lukrem – konsumpcja góry jedzenia nie trwałaby więcej niż kilka minut. Choć lektura powieści autorstwa Magdaleny Witkiewicz pod tytułem „Lilka i spółka” zajęła mi nieco więcej czasu, to miałam ochotę wciągnąć ją z prędkością światła, nie zostawiając po tej uczcie ani jednego okruszka. Książkę czyta się wyjątkowo przyjemnie, bohaterowie skradają serce już od pierwszych stron, a fabuła w niczym nie przypomina standardowych literackich propozycji dla najmłodszych. Mimo dużej czcionki, a co za tym idzie – sporych odstępów między linijkami, autorka nie pozostawiła nawet odrobiny miejsca na ziewanie i nudę. Na kartach książki znalazło się za to mnóstwo miejsca na ciekawe powiedzonka i związki frazeologiczne, zmuszające młodych czytelników do główkowania. Zaznaczam w tym miejscu jasno i wyraźnie, że mówi to dorosła kobieta – z pełną odpowiedzialnością i świadomością zachwycając się książką dla dzieci (to chyba jednak o czymś świadczy). Przejdźmy jednak do konkretów, czyli do tego, co znajdziemy wewnątrz publikacji.
Lilka, Wiki i Matewka to grupa urwisów w wieku ośmiu, dwunastu i pięciu lat. Niesforne rodzeństwo co roku wyjeżdża na wakacje do Amalki. Tym razem jednak rodzice postanowili wysłać swoje pociechy do Jastarni, do ciotki Jadźki, ponieważ Wiktoria skręciła nogę. Wiadomość o zmianie wakacyjnych planów spadła na dzieciaki jak grom z jasnego nieba – pobyt u wiedźmy (jak zwykli nazywać swoją ciocię główni bohaterowie) jest dla nich gorszy niż zesłanie do kamieniołomów. Niezbyt lubiana członkini rodziny straszy dzieci nie tylko swoim wyglądem, ale przede wszystkim paskudnym charakterem i dziwnymi upodobaniami. Stara kobiecina nie pozwala milusińskim jeść żadnych słodyczy w ciągu tygodnia, a jej ukochanym hobby jest… sprzątanie. Ciotka Jadźka ma więc cały zestaw cech dyskwalifikujących ją w oczach rodzeństwa. Jak się później okazuje, wizyta u wiedźmy to dopiero początek „przygód” małych wczasowiczów…
Magdalena Witkiewicz, „Lilka i spółka”, Skarpa Warszawska, 2021
Katarzyna Kubiak

