4. edycja charytatywnego projektu „Macierzyństwo bez lukru”.

Czy oglądając czasem telewizję macie wrażenie, że Wasze ciało po ciąży i urodzeniu dziecka jest jakby wybrakowane? Że wszystkie matki w reklamach, aktorki i celebrytki wyglądają, jakby nic w ich wyglądzie nie zmieniło się od czasów liceum, podczas gdy wy nie możecie już patrzeć na swoje rozstępy? Jeśli tak jest, to z całą pewnością powinnyście sięgnąć po najnowszą książkę, wydaną w ramach projektu „Macierzyństwo bez lukru” – tym razem jest to „Macierzyństwo bez Photoshop”.
Książka stanowi zbiór tekstów, napisanych przez kilkanaście kobiet i trzech mężczyzn – wszystkie dotyczą postrzegania kobiecego ciała po porodzie i trudach, związanych z macierzyństwem. Znaczna ilość autorów sprawia, że opisane historie są niezwykle zróżnicowane (są bohaterki, które przez całe życie były zakompleksione i dopiero po ciąży oraz urodzeniu dzieci odkryły wartość swojego ciała; są takie, które wprost mówią, że nie lubiły swojego ciała w ciąży; mamy wreszcie bohaterkę, która otwarcie przyznaje, że po karmieniu dzieci zdecydowała się zrobić operację plastyczną biustu). To zaś powoduje, że prawie każda matka powinna odnaleźć w nich fragment samej siebie, swoich przeżyć, wątpliwości i kompleksów. Nie ma tu oceniania i krytykowania, nie ma postaw dobrych i złych. Przesłaniem, wynikającym ze wszystkich tekstów, jest przede wszystkim to, że choć ciało kobiety niewątpliwie zmienia się wskutek ciąży i macierzyństwa, to jednak nie oznacza to, że staje się ona wskutek tego mniej wartościowa. Doskonałym potwierdzeniem tej tezy i podsumowaniem całej książki są trzy ostatnie historie – napisane przez mężczyzn-ojców i potwierdzające, że większość naszych problemów wynika jedynie z tego, co dzieje się w naszych głowach. Bo dla naszych mężczyzn zawsze jesteśmy piękne, a po urodzeniu dzieci stajemy się tylko piękniejsze.
„Macierzyństwo bez Photoshop”, choć niewątpliwie niesie ze sobą ważne przesłanie, nie jest jednak oczywiście książką pozbawioną wad. Fakt, że ma wielu autorów, powoduje też, że jest dość nierówna pod względem językowym i stylistycznym – jedne teksty czyta się z dużą przyjemnością, przez inne nieco trudniej przebrnąć. Ponadto niektóre fragmenty są w moim odczuciu trochę za bardzo „coachingowe” (to już kwestia gustu, zapewne są osoby, którym taka narracja odpowiada). Niezależnie jednak od tych drobnych wad, po książkę powinna sięgnąć każda mama, której wydaje się, że po urodzeniu dzieci nagle stała się nieatrakcyjna i niedoskonała. Zamiast porównywać się z nierealnymi wzorcami prosto z telewizji warto bowiem poznać historie prawdziwych ludzi, którzy przeżywają problemy podobne do naszych i jakoś – nie zawsze szybko i bezboleśnie – sobie z nimi radzą.
Małgorzata Dawid-Mróz i inni, „Macierzyństwo bez photoshopa”, Wydawnictwo HELION, 2016
Katarzyna Czupajło

